piątek, 13 grudnia 2013

Kropla czerwieni

Dekorowanie domu w tym roku idzie mi wyjątkowo opornie...szczerze mówiąc, sama nie wiem skąd się to wzięło...co roku z niecierpliwością czekałam na grudzień, na śnieg, dekorowanie, pieczenie, na szykowanie się do Wigilii i Bożego Narodzenia. A w tym roku jakby ta magia uleciała.. nie wiem, czy przez brak czasu, nadmiar pracy, czy ze względu za zamieszanie lokalowo-prezentowe związane z Wigilią... nawet specjalnie kupiona płyta z ulubionymi piosenkami świątecznymi na razie nie działa...
Mam nadzieję, że to jakiś mały kryzys po prostu jest i w jednym momencie wszystko się odmieni :) całe szczęście mamy obmyslone prezenty, trzeba je tylko kupić...Menu nasze domowe również ustalone, przyjeżdża siostra z córkami i szwagrem z Poznania, więc razem z moją córka i siostrzenicą będzie nas 8 kobiet dużych i małych :) Więc może jednak jest się na co cieszyć i na co czekać...
W pokoju- bo o mieszkaniu na razie nie ma co mówić- krople świątecznej czerwieni ożywiają szaro-białe otoczenie :)








wtorek, 10 grudnia 2013

Kuchenne migawki

W kuchni do przymiarki został wywołany nowy obrus ( taki niewyprasowany...) i zasłonka. Do ich uszycia posłużyła mi- a raczej mojej zdolnej siostrze- tkanina pościelowa z jakiejś starej serii Ikei. Wiem, że kwiaty i zielenie akurat nie są teraz najbardziej na miejscu, ale nie mogłam się już doczekać efektu :)
Kuchnia w tej chwili w ogóle ma teraz ostatnie chwile spokoju. Moja córka już od jakiegoś czasu usilnie namawia napieczenie pierniczków ( bardzo chce zanieść do przedszkola :) lub babeczek, koniecznie z różowym kremem na wierzchu ( wiadomo, kolor małych księżniczek)- także w ruch pójdzie duży i mały wałek, dwa stanowiska kuchenne zostaną zajęte przez dużą i mała kucharkę i zacznie się pieczenie:)
Poza tym córka nasza uwielbia kuchenne zajęcia, szczególnie własnie gotowanie. Od prawie 1.5 roku ( a ma ich niecałe 4) pomaga co niedzielę w robieniu rosołu- obiera warzywa, wrzuca przyprawy, wącha czy wszystko ma aby odpowiedni aromat i dopiero wtedy pozwala wstawić rosół. Żadne pieczenie nie może się bez niej obyć, żadne ważenie składników, a już mieszanie wszelkich składników suchych to tylko i wyłącznie jej zadanie :) Fajnie jest mieć takiego pomocnika :)





piątek, 6 grudnia 2013

Cytrusowy kurczak z marchewką

No cóż... ponad dwa miesiące milczenia na blogu....Trochę przez nawał pracy i zajęć, trochę przez lenistwo, a trochę też z braku weny i szukanie wymówek, że przecież światło do zdjęć nie takie jak trzeba...
Powracam więc nieśmiało z przepisem na grudniowego kurczaka rodem z biedronkowej gazety Moje smaki życia. Przepis znalazł i obiad wykonał mąż, więc tym bardziej docenić należy trud wykonania ;)

Cytrusowy kurczak z marchewką:

udka kurczaka sztuk 8
4 szt marchewki
2 pomarańcze
2 łyżki koncentratu pomidorowego
cebula
dymka
sól

Koncentrat wymieszać z sokiem z jednej pomarańczy i 2 łyżkami oleju, zamarynować udka kilkanaście minut w chłodnym miejscu. Marchewki obrać, przekroić wzdłuż na kilka części, pomarańczę i cebulę pokroić w plasterki. Naczynie żaroodporne natłuścić, ułożyć marchewki, na nich plastry pomarańczy i cebuli, na wierzchu ułożyć udka i piec ok. 50 min w 180 st.C. Pod koniec zwiększyć temperaturę, żeby udka się ładnie przyrumieniły. Podawać z ryżem. 


poniedziałek, 30 września 2013

Tatry

Weekend był intensywny...w piątek po pracy wsiedliśmy w auta i obraliśmy kierunek na Bukowinę Tatrzańską. Mieliśmy się szkolić i integrować:) każdy wie, jak wyglądają wyjazdy integracyjne... na szczęście nasz szef, to osoba, która i się pobawi i chętnie gdzieś pójdzie. Także udało nam się złapać piękne chwile podczas kilkugodzinnej wyprawy na Gęsią Szyję. Ja- od 4 lat poza szlakiem, która przymierza się do wejścia na jakąś mała beskidzką górkę- pokonałam trudności: miękkie kolana, przyspieszony i urywany oddech, drżące uda, pragnienie i weszłam na te ponad 1400m:) i nie żałuję! Piękne widoki zrekompensowały zmęczenie, poczułam się lekka, wolna i tak naładowana energią...! przypomniało mi się, dlaczego kocham góry :) właśnie za to uczucie, kiedy się jest już tam, na szczycie :) chyba nie ma lepszego;)
A na te zdjęcia będę patrzeć i się motywować do dalszych wędrówek :))











piątek, 27 września 2013

Coś z niczego czyli rzecz o nowych zasłonach

W sypialni pojawiły się nowe-stare zasłony. Miałam ochotę na jakąś zmianę, ale za bardzo nie miała, funduszy na radykalne metamorfozy. Ze starych bawełnianych zaslon z Ikei i kupionego tam nie-wiadomo-po-co materiału w róże poprosiłam siostrę o pomoc w uszyciu czegoś nowego ( tzn ona szyła, ja tylko wspierałam duchem). W jedno popołudnie powstały więc nowe zasłony do sypialni oraz do kuchni. Dzisiaj pokazuję te pierwsze :) Jak dla mnie-rewelacja :) dziękuję siostzyczko :*





wtorek, 24 września 2013

Pszczyna

Do Pszczyny mamy niecałe 20km, więc odwiedzamy to małe miasteczko dość często. Uwielbiam przechadzać się po Parku Zamkowym jesienią, kiedy drzewa mienią się setkami barw oraz latem, kiedy jest zielono i można leniwie spacerować alejkami, mostkami, przysiąść w herbaciarni... Dodam, że w zamku pszczyńskim, w jego archiwum, przygotowywałam pracę magisterską, tym bardziej więc odczuwam sentyment do znajomych kątów :)
Tym razem we wrześniowe niedzielne przedpołudnie wybraliśmy się do zagrody z żubrami. Myślałam, że zajmie nam to parę minut, a okazało się, że sama zagroda to takie bardziej mini zoo, bardzo kameralne, przed godziną 12 tłumów nie było, zaledwie kilka rodzin z dziećmi :) Na terenie tym znajduje się budynek z eksponatami ( wnętrze domów oraz wypchane zwierzęta z okolicznych puszczy), salą multimedialną oraz zagrody z sarnami, żubrami, owcami, ale i klatki z królikami czy ptakami. Nie starczyło nam już czasu na kolejną atrakcję, czyli zobaczenie " jak mieszkają księżniczki" :) Julka chce koniecznie zobaczyć suknie i zabawki małych księżniczek, więc za niedługo znowu zawitamy w Pszczynie :)
A tymczasem parę zdjęć :)













wtorek, 17 września 2013

Owocna wizyta

Chwilowa wizyta u ciotki zaowocowała przepisem na pyszny dżem z cukinii i zapasem cukinii na tenże dżem. Ciocia ma w swoim przydomowym ogródku jeszcze sporo innych warzyw i owoców, a znając jej świetną kuchnię i oszczędność, to spiżarnię na zimę ma już nieźle zaopatrzoną :) U nas zapasy też się pojawiają, ale o naszych przetworach będzie osobny wpis :) Dostałam też wielki bukiet słoneczników i stoją one teraz w każdym pomieszczeniu przypominając, że mamy coś takiego jak złota jesień ( a nie zimna i ulewna...)






Dżem z cukinii

* 2,5 kg cukinii
* 3/4 kg cukru

cukinię zestrzeć natarce z dużymi oczkami, zasypać cukrem i zostawić na 8h. Po tym czasie przesmażyć całość ok. 1h, potem dodać:

* 1 łyżeczkę cynamonu
* 1/2 łyżeczki imbiru
* goździki- starte na drobno
* skórkę z pomarańczy
* sok z połowy cytryny
* 3 galaretki o dowolnym smaku ( ja dałam pomarańczową i cytynową)
całość smażyć jeszcze 30 min, przełożyć do słoików i zapasteryzować :)

Pachnie i smakuje obłednie :))) ciotka podała dżem jako przełożenie w pysznym murzynku, na niego przepis też muszę wyciągnąć :))




niedziela, 8 września 2013

Wakacje 2013

Urlop skończył się tydzień temu, ale to wcale nie znaczy, że już całkiem żyjemy pracą :) cały czas wspominamy tegoroczny pobyt nad morzem, oglądamy zdjęcia, rysujemy morze, statki, mewy, układamy pamiątki :) Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych, mimo kilku niewielkich wpadek, jakie zaserwowaliśmy sobie wybierając takie, a nie inne wycieczki.

Ale od początku....po ponad 10-godzinnej jeździe i szybkim zakwaterowaniu się w domku pognaliśmy nad morze, żeby dzieciaki wiedziały co je czeka :) odtąd ulubioną zabawą było rzucanie kamyczkami do morza, zabawa w piasku lub skakanie przez fale. Nie straszna nam była temperatura Baltyku w tym czasie- całe 17st C, ani temperatura powietrza ( podobno 21st C). Plażowaliśmy po kilka godzin dziennie, zaopatrzeni w termosy z kawą, herbatą, prowiant dla dzieci i dorosłych :)

Wycieczka, która mozna zaliczyć do wtopy to... Mielno. Tak, wiem- tam się nie jeździ! Ale skusiło nas Oceanarium. Miało być pięknie, dziewczyny nastawiły się na pokaz o wiele większy niż do tej pory widziały jedynie w chorzowskim zoo, ale... eh.. 30zł za wejście do czegoś wielkości garażu, gdzie reklamowane wszędzie "rekiny na żywo" to jeden 40cm przedstawiciel tego gatunku i gdzie każde akwarium wyglądało tak samo, to porażka... na szczęście dzieciaki tak nie  uważały, im się podobało :) poza tym Mielno oferowało wesołe miasteczka, więc było co robić :)))



Wpadka nr 2 to westernowe miasteczko w Zieleniewie, koło Kołobrzegu. Na miejsce trudno dojechać, a jak już dojechaliśmy okazało się, że są...dwa weesternowe miasteczka, konkurujące ze sobą... Żadne jednak nie powalało ofertą, my odwiedziliśmy niby to skopiowane i powiem szczerze, widać było na każdym miejscu takie niedopracowanie, niedociągnięcia. Oczywiście dzieciakii tak zadowolone były, bo jeździły na kucykach, karmiły króliczki i jeździły z tatusiami autkami :)


Za to po wpadce z miasteczkiem pojechaliśmy do Kołobrzegu, a tam już nie było mowy o żadnej wpadce :)
Zwiedziliśmy latarnię, płynęliśmy statkiem, zjedliśmy pyszne lody i trzeba było z żalem wracać :)


Z naszej miejscowości zrobiliśmy sobie spacer plażą do latarni w Gąskach. Jak zaszliśmy na miejsce okazało się, że akurat trwa 2godzinna przerwa techniczna...


Gdzie nocowaliśmy? W Sarbinowie :) idealne miejsce dla rodzin z dziećmi. Nasze domki-rewelacja! Znaleźliśmy też świetną retaurację- Po schodkach, gdzie za niewielkie pieniądze można było rewelacyjnie zjeść. Ja jadłam np grillowaną makrelę, chociaż do tej pory znałam jedynie jej wędzoną wersję. Pyszny jest też łosoś bałtycki :)




Było cudownie i mamy plan wrócić w to miejsce za kilka lat :))

wtorek, 3 września 2013

Zaskakujący poranek

Rano, po śniadaniu i uszykowaniu się do pracy poszłam jak zawsze do sypialni- odsłonić rolety. I co ukazało się moim oczom? Piękna tęcza :))) zaczynała i kończyła się w obrębie 50m, cała ma "moim" osiedlu :)) stałam i patrzałam jak zaczarowana ciesząc się chwilą i czerpiąc z niej energię na cały dzień. Natura jest piękna :))


sobota, 17 sierpnia 2013

Kierunek: Bałtyk

Nareszcie doczekaliśmy tego dnia- ruszamy na zasłużony wypoczynek :) 9 dni nad naszym morzem, w małej miejscowości, w pięknym domku, blisko plaży... Odliczamy godziny do 23.00 i ruszamy. Do pokonania cała Polska, z południa na północ, 650 kilometrów. Do usłyszenia PO :))))
piasek i muszelki z Jantara, z 2009 roku :)
a to już Julka trenuje wydłubywanie muszelek z naszej mini-plaży ;-)

czwartek, 15 sierpnia 2013

Letnie smaki

Ostatnio zasmakowały nam polędwiczki wieprzowe, które jemy na różne sposoby. Jednym z nich były polędwiczki duszone w miodzie pitnym. Niebo w gębie!


dodaję przepis na polędwiczki- dla zainteresowanych ;)

Polędwiczki wieprzowe w miodzie pitnym

1 kg polędwiczek wieprzowych
łyżeczka miodu
po łyżeczce majeranku i tymianku
2-3 łyżki musztardy dijon
po łyżce masła i oliwy
ok.szklanki miodu pitnego trójniaka
szklanka śmietany kremówki
sól, pieprz 

Mięso pokroić na plastry i rozklepać dłonią, oprószyć solą i  pieprzem. Miód wymieszać z ziołami, posmarować kotlety i schłodzić ok.30 min. Następnie zrumienić na maśle podsmażonym z oliwą. Zalać miodem pitnym i dusić. Miękkie mięso wyjąć, do naczynia w którym się dusiło wlać śmietanę, gotować aż sos zgęstnieje. Doprawić do smaku, włożyć polędwiczki i mocno podgrzać. Smacznego :)
przepis z Claudii nr 7/2013

Innym ulubieńcem zostało ciasto kruche z budyniem i owocami. Robiłam już z porzeczkami oraz malinami i borówkami. Obie wersje tak samo smaczne i obie znikają w tym samym tempie- błyskawicznym! :)))


wtorek, 13 sierpnia 2013

Róż i już

Inspiracją do wprowadzenia różu w pokoju dziennym był bukiet ślicznych goździków. Postanowiłam,że odpoczniemy od intensywnych żółci właśnie przy tym kobiecym kolorze :) Wazon z kwiatami wędrował z miejsca na miejsce, żeby stać się coraz to nową dekoracją :)