wtorek, 27 stycznia 2015

Zimowa herbata

Zaliczam się raczej do kawoszy...nie ma dla mnie nic lepszego niż poranek spędzony w towarzystwie kawy i czegoś do czytania. Ale zimową porą na plan pierwszy próbuje wysunąć się herbata :) na pewno znaczenie ma tu  to, że nie smakuje ona całkiem zwyczajnie. Od zawsze dodaję do każdego dzbanka herbaty "coś": a to miętę, a to liść laurowy ( pycha!), a to łyżeczkę malin. A w tym roku hitem stała się herbata z ziołami.



Na moim blacie kuchennym stoją sobie różne zioła: bazylia, tymianek, rozmaryn, szałwia. Pojawiają się też cytrusy ( ukochane pomarańcze) i coś rozgrzewającego do potraw, czyli imbir. A kiedyś połączyłam wszystko razem: napar z herbaty, pomarańcze, miód i rozmaryn. I wyszła genialna herbata. Najbardziej posmakowała Julce, chociaż nie wiem, czy nie wpłynęł na to lubienie sposób podania herbaty: w wysokich szklankach :)





Oczywiście , weekendowo , nie mogło zabraknąć czegoś słodkiego do kawy/ herbaty. Tym razem ulubione ciasto męża: czekoladowe z coca-colą w polewie czekoladowo-wiśniowej. Zniknęło momentalnie :)



i dla pamięci: styczniowe śnieżne popołudnie :)



miłego !

sobota, 24 stycznia 2015

Czytelniczy styczeń

Oprócz sterty książek, które spłynęły do naszego domu z okazji Świąt, wykorzystałam także wyprzedaże w Empiku i stosik książek styczniowych urósł o kolejne pozycje. Przesyłka empikowska zawierała jak zawsze: coś dla mnie, coś dla męża i coś dla córki :)



Od jakiegoś czasu szukam dla Julki książek, w których nie dominuje disneyowska animacja. Początkowo niechętnie przyjmowała te nowości, ale dość szybko się przekonała, że inne nie znaczy gorsze :) Zaczęło się od Kubusia Puchatka, wydanie chyba jeszcze z lat 80-tych, troszkę nadgryziona zębem czasu już jest....ale przygody bohaterów Stumilowego Lasu przekonały ją do wyższości treści nad obrazkiem, no- przynajmniej na razie.



Nowością są "Opowiadania dla przedszkolaków" i przygody małego Tomka. To już cowieczorna lektura obowiązkowa :) A co jakiś czas wracamy do opowieści "Jak tata pokazał mi wszechświat"- krótka historia jak to co niby zwykłe, tak naprawdę jest niezwykłe :)


W pewien styczniowy weekend skończyłam też dwie inne książki "Syna" Jo Nesbo i "Minimalizm po polsku" Anny Mularczyk-Meyer.
Jo Nesbo to klasa sama w sobie- jest coraz lepszy i bardzo żąłuję, że wszystkie jego książki już mam przeczytane i pozostaje mi czekanie na nowości. "Syna" mogę polecić wszystkim, świetny kawał literatury.
Natomiast "Minimalizm..." to chwilowy bestseller blogowy. Jak dla mnie- rozczarowanie. Owszem, znalazłam kilka przepisów na ulepszenie swojej rzeczywistości. ale tak naprawdę nic nie jest zaskoczeniem. Książka jest bardziej rozprawianiem się ze stereotypami, jakie podobno niektórzy mają w temacie minimalizmu, niż faktycznym przewodnikiem po minimalizmie. Jest to niejako zbiór porad znanych z różnych "babskich" gazet. Brakuje bardzo bibliografii, przypisów, a zdania typu " znajomi z fejsa" choćby zrozumiałe dla każdego, nie powinny się w takiej publikacji znaleźć. Spodziewałam się czegoś lepszego.



Do stosiku zawitał kryminał i poradniki fotograficzne dla mnie oraz biografia Michala Jordana dla męża ( jego komentarz przy tym: no, to jeden z bohaterów mojego dzieciństwa ma już biografię. Zostało jeszcze trzech )


Już mam listę książek na luty,...zostaje zamówić. Ale jeszcze chwilkę poczekam, może wpadnie jeszcze jakaś polecajka ;)

wtorek, 20 stycznia 2015

Ziołowy zakątek i spełnione marzenia

Moja kuchnia, mimo że kompletnie nieustawna, tramwajowata, dość oldskulowa. jest miejscem w którym uwielbiam przebywać. Znajduje się tam mój ulubiony stół, krzesło i malutki regalik na książki kuchenne. Zasiadam na tym krześle i co jakiś czas odbywam rytuał szukania inspirujących przepisów. Szukam wszędzie: w wycinkach z gazet, w książkach mniejszych i większych, w pismach kulinarnych, zapiskach na karteczkach :) jakoś najtrudniej szuka mi się przepisów w internecie :) Jak już muszę znaleźć coś konkretnego, zawsze wpadam do Kwestii Smaku i załatwione :) No, ale ja nie o tym... Na początku stycznia, jak już wszystkie ozdoby świąteczne zostaja pochowane, kuchnia wraca do swojego zwykłego stanu. Ponieważ z każdym dniem coraz dłużej jest jasno, czasami zaświeci słońce, to ja kupuję i zasadzam zioła. Używam ich namiętnie do wszelkiego rodzaju makaronów i sałatek. Ale ponieważ te zioła stoją w zasięgu ręki, czasami zostają użyte nieco inaczej :) Będzie jeszcze o tym mowa, ale mogę powiedzieć, że herbata z dodatkiem rozmarynu jest świetna na wieczorne posiedzenia książkowe :)




Za pojemnik na owoce i warzywa służy kupiony w Empiku koszyk na pieczywo. Jest cokolwiek duży i na co dzień kompletnie nieprzydatny. Ale za to idealnie sprawdza się na roboczym blacie: jest wąski, pojemny i po prostu ładny :) a w Empiku kupiłam również długo szukany zestaw solniczki i pieprzniczki ( ale to następny post kuchenny pokaże)


A poniżej sprawca małego zamieszania i spełnionych marzeń :)  Pokazałam ten kubek na Ig i okazało się, że gdzieś tam daleko jest Ania, która o takim kubku- tyle, że czerwonym, marzyła. Zgadałyśmy się mailowo, Ania kubek dostała i w zamian dostałam takie oto piękne słowa:
Na dobre rzeczy i ludzi warto długo czekać,bo potem sprawiają radość podwójną:-) ". Dziękuję :)
A Ania jest autorką bloga ksiązkowego (klik

Czy to nie idealny początek roku? Spełnić czyjeś malutkie marzenie? 


dobrej nocy :)

niedziela, 18 stycznia 2015

Co za tydzień...

Miniony tydzień był naprawdę ciężki...Prywatnie- bo musieliśmy, musimy podjąć z mężem kilka ważnych decyzji, które bardzo zmienią nasze życie. Analizujemy wszystkie za i przeciw, pytamy o porady, szukamy rozwiązań, inspiracji, ale i tak pozostanie nam podjęcie i wytrwanie w decyzji. Poza tym w środku tygodnia Julka przyniosła z przedszkola wirusa żołądkowego, więc biedne dziecko dwa dni nic nie jadło i nie piło, zawsze rozbrykana- teraz była bardzo spokojna, śpiąca i tuląca się. Doszło do tego przeziębienie, więc od kilku dni sypiam ledwie kilka godzin na dobę czuwając przy niej...A żeby było tego mało- piątek, zawodowo, to chyba jeden z najbardziej stresujących dni w mojej dotychczasowej pracy. Na co dzień polega ona na podejmowaniu mniej lub większej ilości różnorakich decyzji, ale tym razem decyzje te dotyczyły konkretnej osoby. Było ciężko...



Ale przecież nie było tylko tak szaro-buro i smutno! W miniony weekend siostra obchodziła kolejne urodziny, więc nie odbyło się bez spotkania rodzinnego i wymiany ploteczek :) Wieczorami w domu graliśmy w nową grę kupioną dla Julki, sami przy tym doskonale się bawiąc. Nadrabialiśmy też książkowe i filmowe zaległości. Jak tak patrzę wstecz, zastanawiam się kiedy to wszystko udało nam się zmieścić w 24h :)


urodziny siostry, a   swiętują dzieciaki :) szampan brzoskwiniowy 


"Potwory do szafy", graliśmy już chyba z 50 razy. Ciągle za mało ;)


A dzisiejszy dzień już naprawdę jest leniwy...dzień, jak każdego weekendowego poranka, zaczęłam od kubka kawy i zaczytania się w prasie. Po śniadaniu... kąpiel z pianką :) wiedziałam, że wieczorami odpadają w najbliższym czasie takie luksusy, więc wlałam olejek, zabrałam ze sobą książkę i zniknęłam na pół godziny. Nawet byłam potem dość zmotywowana do jakiegoś ograniania domku, ale przypadkiem włączyłam HBO i "Krainę Lodu". Ostatnim razem, jak organizowałam w domu domowe kino dla naszych małolat, Julka wytzymała całe 40 minut, potem bajka ją zaczęła nudzić. A dzisiaj? "Mamo, a mogę z tobą oglądać bajkę?". Więc zaległyśmy sobie na naszym ulubionym posłaniu i oglądałyśmy sobie przygody Anny. Skończyłam w weekend też dwie książkowe nowości ( no, w miarę nowości...). O wrażeniach po nich opowiem następnym razem :)

weekend bez ciasta? Nie ma mowy! biszkoptowe z malinami i borówkami z polewą z białej czekolady. Mniam!

Skończone w weekend, czytane w ciągu tygodnia. Opis- w ciągu kilku dni na blogu

Po wszechobecnej czerwieni- coraz więcej bieli i uspokajającego błękitu :)


Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień będzie mniej obfity we wrażenia...:)

środa, 7 stycznia 2015

Idzie nowe...

Nowy rok już od kilku dni z nami...Dzisiaj musieliśmy rozebrać choinkę, a wszystkie inne ozdoby świąteczne zniknęły już w weekend. Teraz trwa porządkowanie przestrzeni dookoła. W każdym tego słowa znaczeniu. Jako symbol nowego jak co roku- hiacynty. I jak co roku- nie wiem, jakiego będą koloru. Dam się zaskoczyć :)



Nie obyło się także bez ostatniej wizyty w szopce bożonarodzeniowej. Julka zaglądała tam codziennie, wszak klasztor z szopką mamy nieomal pod samym nosem. Uwielbia patrzeć na zwierzaki, zanosiła im też jedzonko: marchew, jabłka. A wczoraj koniecznie chciała tam pójść jeszcze raz. Tym razem na ognisko i pieczoną kiełbaskę :)







a dzisiaj już powolne wkraczanie w noworoczną rzeczywistość: w pracy, w domu, ze sobą :)
Jedną z rzeczy, którą zawsze mam już wymyśloną w styczniu ( a potem w kilka tygodni załatwiam szczegóły) to urlop wakacyjny. Jest to powszechnym źródłem żartów wszystkich moich bliskich, którzy nie mogą się nadziwić, że jak to, JUŻ? Ano już. Wiem już co będę robić, jak wypocznę. Wiem co będzie na pewno, choćby nie wiem co. Ale zostawiam też miejsce na niespodzianki i spontaniczność :)
Myślę, ze to będzie bardzo dobry rok :)

piątek, 2 stycznia 2015

Grudniowe migawki

Grudzień minął o wiele za szybko, ale czy kogoś to dziwi? :) U mnie był to miesiąc pod znakiem podróżowania bliższego i dalszego, odwiedzania jarmarków, szykowania się na Święta, czyli dekorowania domu, pieczenia pierniczków z córką, wykorzystywania wolnego czasu na czytanie mnóstwa książek, przemyśleń, układania planów na kolejny rok, a przede wszystkim cieszenia się z bliskości rodziny. 

Kilka grudniowych jeszcze migawek :)

Oczywiście miesiąc bez wyjazdu do Pszczyny się nie liczy... Była więc wizyta w pewne grudniowe sobotnie popołudnie : 








Był też wspomniany już wcześniej jarmark w Krakowie:














Całymi tygodniami szykuję dom na Święta, stroję w kolory, ozdabiam... jak muzyka, to tylko RMF Classic podczas "robótek ręcznych"z Julka w pokoju, albo Trójka w kuchni podczas gotowania. W każdym pomieszczeniu pojawiła się czerwień,  nieodłącznie kojarząca się z tym okresem. Pojawiło się mnóstwo ozdób, latarenek, świeczników. Wszystko doskonale oddało swój klimat. 


krakowska jarmarczna pamiątka- coś :) miało już kilka zastosowań, najpopularniejsze jest jako podstawka na słodycze 






słoik na tea lighty kupiony w lumpeksie za całe 2 zł :) 

upominek od mamy, no bo skoro szary...kupione w Lidlu



Ale mam już tak, że wraz z pierwszym roboczym poświątecznym dniem mam ochotę wszystko  to wyrzucić. Wysprzątać każdy kawałeczek mieszkania, usunąć wszelkie kolory i ozdoby, postawić na biel, czystość i prostotę. Daję radę wytrzymać najpóźniej do 6.01 :) 
Sprzątam także w głowie, układam myśli i emocje, wyjaśniam wszelkie nieporozumienia z otoczeniem. To także bilans roku, co mi się udało, a co nie. Z czego jestem dumna, a co muszę poprawić. To powrót do wspomnień, do wszystkich naszych wyjazdów w znane i nowe miejsca, to odkrycie nowej górskiej miłości, nowych pasji, zainteresowań, ale także odkrycie i odkurzenie tych zapomnianych. 

To był naprawdę dobry 2014 rok. Ciekawe co przyniesie kolejny? zapowiada się co najmniej interesująco :) 

A wszystkim Zaglądającym - życzenia wszystkiego co najlepsze w tym Nowym Roku :) Podążajcie za marzeniami i spełniajcie je.  Miejcie odwagę, szczęście,zdrowie,  czas na spowolnienie, dla rodziny i bliskich, czas na uśmiech, zadumę, na Dzień Lenia :) Najlepszego :)