czwartek, 23 lipca 2015

Codzienności...

Taki zwariowany czas teraz mam. Dziecko tradycyjnie wywiezione na wieś, z dziadkami. Tradycyjnie mam na ten okres milion planów związanych z mieszkaniem, wyjazdami, ogarnianiem siebie. Tradycyjnie nic z tego nie wychodzi :) Ponieważ w weekendy nas w domu nie ma, trzeba jakos w tygodniu wszystkie zaległe rzeczy nadrobić. Sprzątanie, pranie, prasowanie, do tego planowanie posiłków, czasu wolnego... Efekt jest mizerny i niezadowalający. W domu wszędzie zalega kurz, pranie prosi się o prasowanie ( w taką pogodę?! ), podłogi trzeba by umyć, książki przejrzeć i wynieść część ( dużą część...), okna umyć, szafy uporządkować...:) wymieniać dalej? :))

co mi się udało zrobić? dziesięc słoików dżemu truskawkowego. I zmienić zasłony w kuchni i u dziecia. I przeczytałam pięć książek, odwiedzałam basen tak często jak się da, pojechałam do N.. do Bielska ( uwielbiam...), nie robiłam obiadów, wylegiwałam się na leżaku na balkonie popijając zimne piwko ( desperados z limonką... mój faworyt ostatnio), narobiłam książkowych zakupów na pół roku. Jednym słowem- narobiłam się. Teraz czas na urlop :))

Kadry z tej zwariowanej codzienności:












2 komentarze:

  1. Piękna ta codzienność :) Jak tak czytam co robiłaś to buzia mi się sama śmieje, bo tak spędzony czas byłby dla mnie niesamowicie cenny :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie ten czas również jest najcenniejszy :))

      Usuń