piątek, 28 stycznia 2011

Jim Curran- K2. Triumf i tragedia




Dzisiaj skończyłam książkę Jima Currana "K2- triumf i tragedia". POwiem tak: dla tego, kto kocha góry, pozycja obowiązkowa.
Do tej pory z rezerwą podchodziłam do takich opracowań. Bałam się, że ugrzęznę w szczegółach i obco brzmiących nazwach. Jednak ta książka dla mnie jest genialna. Doskonale wprowadza bohaterów, stopniuje napięcie... tak, jak najprawdziwszy thriller. I w sumie trochę tak jest, bowiem książka opowiada o feralnym roku 1986, kiedy to 13 osób zginęło podczas prób zdobycia tej góry. Lub tuż po jej zdobyciu. 27 osobom się udało zdobyć górę i przeżyć. Pokazuje , jak wielka musi być miłość do gór, aby dla nich zostawić wszystko- dom, rodzinę, nienarodzone dziecko, po to, aby zdobyć szczyt marzeń.
Jim Curran opowiada z perspektywy filmowca ekipy brytyjskiej oraz przyjaciela kierownika wyprawy. Jego relacja to jednak doskonały dokument tamtych czasów. Wspaniale pokazani Polacy: Rutkiewicz, Kukuczka, Piotrowski. Doskonała narracja. Czasami wybuchałam śmiechem ( co o 6.40 rano w autobusie wiozącym mnie do pracy budziło zdziwienie ) , a czasami popłynęła łezka wzruszenia. Naprawdę- książka godna polecenia :))

poniedziałek, 24 stycznia 2011

witaminki witaminki ....


Bo to jest tak.... rzeżuchę uwielbiam odkąd pamiętam :) dla mnie jest to jeden ze smaków dzieciństwa. Jak dziś pamiętam, że jak ruszaliśmy w podróż do babci i w ogóle całej rodziny, mama zawsze szykowała na drogę bułki z czymś pysznym w środku. A że do babci jechałyśmy zawsze latem, że droga była daleka ( Śląsk- Wielkopolska, lata 80-te i 90-te ),że mieliśmy własny przyblokowy ogródeczek, to bułkom towarzyszyły różne smaki. A to świeży pomidor jako przegryzka, a to chrupiące rzodkiewki, a to garść czereśni. Ale najlepsza była bułka z masłem i mnóóóstwem rzeżuchy w środku :))) uwielbiam dokładać rzeżuchę do wszystkiego, do kanapek, sałatek, zup, ziemniaczanego puree :) postaram się tą miłością zarazić córkę :)