Posty

Wyświetlam posty z etykietą wycieczka

Zima 2016

Obraz
Dzisiaj zaczęła się astronomiczna wiosna. Dopóki więc jeszcze aura nie nadąża za kalendarzem , kilka ujęć tegorocznego wyjazdu na ferie. Odwiedziliśmy rodzinę i w jeden z dni postanowiła zawitać zima. Wykorzystaliśmy ją w pełni. A raczej Julka wykorzystała :) zabawom na śniegu nie było końca. Wszystko to w pięknych okolicach Zurychu.

Śląskie z dzieckiem: Skansen w Chorzowie

Obraz
Po dość wyczerpującej sobotniej wycieczce w góry, niedzielę postanowiliśmy spędzić na Dniu Kartofla w chorzowskim skansenie. Oczywiście na miejsce dostaliśmy się nie inaczej, jak kolejką Elką :) Julka z góry podziwiała cały park, wynajdowała coraz to nowe atrakcje dla siebie, które koniecznie chciała zobaczyć. Ale kierunkiem dla nas był skansen i odbywająca się tam impreza. Samo jedzenie nie zachwyciło ( jakiś pechowy pod tym względem weekend ) , ale za to było mnóstwo innych atrakcji w których córka chętnie brała udział. Przy okazji zwiedzaliśmy również wnętrza chat w skansenie, nie raz i nie dwa odnajdując w nich coś znajomego: a to szafę, którą mamy w domu; a to łóżko znane nam z odwiedzin u babci; a to wagę stojącą kiedyś w każdej niemal stodole. Baaardzo nam się to zwiedzanie podobało, ale zabrakło już czasu na odwiedziny w pozostałych częściach parku. Ale tak naprawdę zostało nam jedynie Planetarium z rzeczy dotychczas nieodwiedzonych :) ...

wakacje 2012 w klimacie sielski,m, czyli skansen w Sanoku

Obraz
Jeden z naszych wakacyjnych dni spędziliśmy w Sanoku, zwiedzaliśmy skansen i tamtejszy rynek. Powiem szczerze, że w skansenie zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Jest to miejsce przywodzące na myśl nie tak dawne czasy, kiedy to na wsi mozna było spotkać i krowę przy płocie i świnię, kiedy dookoła pachniało świeżo pieczonym ciastem bądź skoszoną trawą. Teraz jak jedziemy na weekend na wieś tego wszystkiego niestety nie ma... a przecież pamiętam wiele wakacji spędzanych u babci, kiedy to rano stawaliśmy z kuzynostwem w kolejce po garnuszek ciepłego mleka z pianką, prosto od krowy; kiedy na śniadanie był chleb z domowym masłem i twarogiem, popołudniu szło się po krowy na pastwisko; w międzyczasie goniło z pozostałymi dzieciakami po łąkach, lesie czy polu kukurydzy :D Zawsze w połowie wakacji zjeżdzali rodzice na żniwa- pomagali przy zwożeniu siana, wiązaniu snopków, wnoszenia worków ze zbożem na strych albo pomoc przy świniobiciu. Te wszystkie wspomnienia obudziła we mnie właśnie ta w...