piątek, 24 lutego 2017

Coś na obiad: krem z białych warzyw z ziemniaczanymi czipsami

Zupy krem lubię za to, że można w nich przemycać dowolne warzywa, a po dodaniu grzanek czy prażonego słonecznika jest wielka atrakcją kulinarną dla córki. Robię więc takie zupy stosunkowo ciężko. Nasze ulubione to krem z porów i ziemniaków; brokułowy; buraczany. No i od pewnego czasu właśnie krem z białych warzyw. Jest idealny na zimę, wykorzystuje bogactwo rodzimych warzyw korzennych. Można szaleć z dodatkami. Wygląda bardzo elegancko i można pokusić się o podanie jej na jakimś rodzinnym przyjęciu :) 




Krem z białych warzyw:

* bulwa selera
* 2-3 korzenie pietruszki
* 1-2 cebule
* 1 ząbek czosnku
* 3 ziemniaki
* kilka różyczek kalafiora
* bulion - ok 1.5l 
* sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Dodatki:
* czipsy ziemniaczane
* ser z niebieską pleśnią
* prażone na suchej patelni pestki słonecznika
* papryka wędzona

Przygotowanie jest banalne: wszystkie warzywa kroimy w kostkę i podsmażamy na oleju lub maśle, zajmuje to około 5 minut. Po tym czasie zalewamy je 2/3 bulionu i dusimy do miękkości warzyw. Odstawiamy do przestygnięcia i blendujemy. W zależności od upodobań- jeśli jest za gęsty, dodajemy resztę bulionu. Zupę rozlewamy do miseczek i dekorujemy dodatkami. I to wszystko !
Szybkie, łatwe i sycące :)
Smacznego!



czwartek, 23 lutego 2017

Pączkujemy czyli Tłusty Czwartek

Najulubieńsze to takie z lukrem i nadzieniem z róży. Bardzo rzadko jednak można je dostać, a już w taki dzień jak dzisiaj- wcale. Dzisiaj hurtem schodzą inne smaki. Mam nawet wrażenie, że te pączki nieomal spadają z taśmy produkcyjnej, brak im wykonania, nadzienie gdzieś tam niby jest, ale w śladowych ilościach. No i zazwyczaj bez lukru. Ale jak się nie ma co się lubi....a w dodatku pączki zostają doniesione do domu i nie trzeba w ich poszukiwaniu błąkać się po deszczowym mieście, no to wtedy takie pączki oczywiście smakują wyjątkowo :) W towarzystwie kawy, ksiązki i muzyki- przedpołudnie idealne :) 






Miłego dnia!

środa, 22 lutego 2017

Przedwiośnie

Jak już wspominałam nie lubię  przywoływania na siłę kolejnych pór roku, ważnych świąt, wakacji. Nie czekam w listopadzie na początki grudnia, żeby jak najszybciej rozpocząć dekorowanie mieszkania. W maju nie odliczam kolejnych dni do początku wakacji. A w styczniu nie szukam na siłę wiosny.
Tegoroczna zima bardzo mi się  podobała, no może śniegu mogłoby być więcej. Ale mrozy nie były straszne, nawet przy temperaturze ok. - 15stopni wychodziliśmy na godzinny spacer. Oczywiście wszystko z głową- takie wyjścia miały miejsce w dni słoneczne w okolicach południa, kiedy jest w miarę najcieplej :) Po powrocie do domu rozgrzewaliśmy się intensywnie herbatami, gęstymi zupami lub niedzielnym rosołkiem.




Nie udało mi się jednak oprzeć wszelkim kwiatowym zakupom :) Niektóre zawitały przy okazji wizyty w markecie budowlanym ( remont sypialni), inne podczas zakupów w różnych dyskontach. Na pewno cieszą one oko, dodają klorytu szarym dniom, takim jak dzisiejszy chociażby ;)











A Wy czekacie cierpliwie na kolejne zmiany pór roku? Przywołujecie jakieś ulubione momenty w roku? :)