wtorek, 26 maja 2015

Nasz dzień matki

Dzień Matki. Ważny. Dla każdej z nas-matek i córek. Bo każda z nas ma dzisiaj swoje osobiste święto, ale i jest wdzięczna Jej- swojej mamie, za to że jest. 

U nas dzisiaj dzień zabiegany jak zawsze. Moja Mama chora w domu, więc życzenia chwilowo musiałam złożyć Jej telefonicznie. Ale za to moja siostra uczciła ten dzień bardzo pięknie: wyszła dziś ze szpitala z nowo narodzonym synem:) czekamy, aż się ulokują i zadomowią i będziemy ich odwiedzać tak często, jak się da ;) 
A ja sobie też dzisiaj świętowałam :) kąpiel relaksująca w solach, które dostałam od córki. Kolacja w moim stylu, szybko i smacznie i wiosennie, czyli risotto ze szparagami. No i został jeszcze pewien tajemniczy kupon do wykorzystania u męża :) żeby takie wtorki mogły być co tydzień ;)





jest też bukiecik najcudowniejszych wiosennych kwiatów.....konwalie. Uwielbiam!




a Wam jak minął ten dzień? :)

wtorek, 19 maja 2015

Weekend na wsi

Miniony weekend znowu spędziliśmy na wsi. Jakoś tak jest, że jeśli tylko w weekendy pogoda dopisuje, to wybywamy na jeden lub dwa dni. Czasami to jakieś bliższe lub dalsze wycieczki, ale o wiele częściej stając przed wyborem: wycieczka czy wieś, wybieramy oczywiście wieś :) Julka ma tu pełną swobodę. Cały dzień na świeżym powietrzu, przeszkodą jest jedynie ulewa, bo czasami nawet deszcz jest tylko kolejną atrakcją :) po wszystkim apetyt dopisuje, zasypia w mig i nie chce jej się wracać. Nam zresztą też ! 

zaczynamy od smakołyków wypatrzonych w Biedronce: ciastko z budyniem i owocami leśnymi oraz babka straciatella :) Umilały nam odpoczynek przy kawie:



Ulubionym dodatkiem do wszelakich grillowych potraw jest pieczony czosnek. Ja uwielbiam go na grzance, z solą. Nie ma nic lepszego!




W jednym z pokojów stoi stara szafa, która idealnie nadawałaby się do ekranizacji książki "Lew, czarownica i stara szafa " :) tu detale: uchwyty.



a tu już oryginalna klamka do drzwi:


w niedzielny poranek było tak zimno, że potrzebne było porządne dogrzanie :) Skoro już płonął ogień, wykorzystałam go do podgrzania obiadowych smakołyków :)





Prace na podwórku w toku: zganianie trawy :)



A potem już najlepsza zabawa: Julka tropicielka ( lornetka jako element obowiązkowy )




I chyba najlepsze okoliczności do czytania nowego numeru Werandy :



Serdecznie pozdrawiam :) "wsiowych" zdjęć za szybko teraz nie będzie...ale nadrobię! obiecuję :)



piątek, 15 maja 2015

Róże w moim domu

Róże, obok tulipanów i goździków, to chyba najczęściej pojawiające się kwiaty w moim domu. Uwielbiam ich urodę, zapach, różnorodność. Bardzo często  w którymś kącie mieszkania znajduje się ich bukiet. W miesiącach wiosennych i letnich przekwitają one jednak w tempie ekspresowym, tym bardziej że mieszkanie mamy w układzie południowo-zachodnim i jest w nim dość ciepło i sucho. Róże szybko więdną, a mi ich szkoda. Znalazłam na to sposób: odcinam z róż same kwiaty i układam w naczyniu z wodą. Taka dekoracja jeszcze kilka dni cieszy moje oczy :)





miłego piątkowego wieczoru!

wtorek, 12 maja 2015

Bzy

Nie ma maja bez bzów. I bez konwalii. te drugie jeszcze się u mnie nie pojawiły, za to bez w aż dwóch kolorach :) dawno temu bez zasadził Tata z myślą, że kiedyś sobie tam ustawi ławeczkę i będzie miał miejsce do czytania książek i gazet. Akurat to się nie udało, ale za to odmiana bzów okazała się nadzwyczaj płodna i co roku zachwyca gałęziami oblepionymi białym i fioletowym kwieciem....:) Podczas ostatniej wizyty u mamy nazrywałam kilka gałązek, poustawiałam w wazonikach  i bzy wędrują teraz z miejsca na miejsce dekorując coraz to nowe zakątki mieszkania :)


na początek: przedpokój



kącik w sypialni:




Kuchnia. Tutaj też zmieniła się kolorystyka z zielono-białej na biało-kobaltową. To moje ukochane połączenie barw.




Ulubiony mlecznik:

























uwielbiam maj- za bzy, konwalie, za soczystą zieleń, za burze i za słońce,,,i za wiele innych przyjemności! a Wy? wiosna majowa czy czerwcowa bardziej wam się podoba? a może kwiecień?

poniedziałek, 4 maja 2015

Nasza majówka

Nasza majówka to dawno wyczekiwany wyjazd na wieś. Planowaliśmy wyjechać w połowie marca, ale ciągle coś nie pozwalało. Doszłam jednak do takiego stanu zmęczenia, że powiedziałam: a co! niech pada, leje, grzmi, JADĘ! A reszta ze mną. I dobrze. Bo pogoda dopisała idealnie, Julka wybawiła się na świeżym powietrzu za wszystkie tygodnie chorób, ja narobiłam dżemu z mniszka lekarskiego, zasypałam cukrem pędy młodej sosny, był gril, spacery, wyprawy rowerowe, duuuużo spania, czytania książek,  pogaduszek, śmiechu. Jednym słowem było idealnie :)








a Wy? odpoczęliście w majówkę? akumulatory naładowane? gotowi na wiosnę? :))