czwartek, 27 listopada 2014

Sweet November

Listopad zbliża się ku końcowi,zostało ledwie kilka dni i zacznie się grudzień, a wraz z nim oczekiwanie na Święta. Ja postanowiłam oswoić listopad, ten jeden z najmniej lubianych miesięcy w roku. Szukałam i znalazłam mnóstwo rzeczy, które kojarzą mi się z listopadem, rzeczy- które robi się przyjemniej w ten szarobury czas.

Na początek, to o czym już wspominałam: nieograniczona możliwość doświetlania wszystkich domowych kątów świeczkami, latarenkami, lampkami i czym nam się jeszcze podoba....:)



Można wieczorami zorganizować sobie prywatny koncert. Wystarczy kawałek dobrej muzyki, kieliszek wina, koc i można oddać się słuchaniu. Nie rozpraszają nas hałasy z ulicy, placu zabaw. Późnym popołudniem czy wieczorem w listopadzie jest o wiele ciszej, niż na przykład w lipcu :)



Można także zrobić sobie domowe kino. Jest film idealny na tą porę, tytułowy "Sweet November" z Charlize Theron i Keanu Reeves. To historia o tym, jak można się zakochać, pokochać i oszaleć na punkcie drugiej osoby w 30 dni. Słodko-gorzka opowieść o odnalezieniu swojej miłości , ale niestety...troszkę za późno. Lubię wracać do tego filmu.



Oczywiście jak na mola książkowego przystało- oddawać się można czytaniu :) ja powróciłam do ulubionej autorki mojej młodości-Małgorzaty Musierowicz i na chwile odpłynęłam do Wielkopolski.



Można otulać się zapachami, rozpieszczać siebie na wszelkie sposoby. Mój ulubiony sposób to kąpiel i smarowidełka do ciała. Co teraz pomaga? do kąpieli świetny olejek rozmarynowy, nieziemsko pachnący. Po nim świetny balsam dr Ireny Eris, który wmasowuję powoli i dokładnie, żeby przy okazji zadbać o ujędrnienie skóry ;) a jak nie ma czasu na takie powolne smarowanie? idealnie sprwadza się suchy olejek do ciała, pięknie otula lekko orientalnym zapachem, który towarzyszy cały dzień. A na koniec męczącego dnia lub tygodnia całkowita rozpusta- masaż przy użyciu czekoladowego olejku do masażu. Coś wspanialego!



A mozna też oddać się jedzeniowej rozpuście i usmażyć dla całej rodziny furę placków ziemniaczanych :) na szczęście jemy je tylko dwa razy do roku, zawsze późna jesienią i zimą :) Wtedy smakują najlepiej :)



a Wy? lubicie listopad? jak go oswajacie?
(mtk)

niedziela, 23 listopada 2014

Smakowity listopad

Listopad i w ogóle zimowe miesiące to czas, kiedy w kuchni zaczynam inaczej gotować. Potrawy są z gatunku tych jednogarnkowych, to długo duszone mięsa, gulasze, sycące zupy, wszystko z dużą ilością rozgrzewających przypraw. Lubię, kiedy po mieszkaniu rozchodzi się zapach czegoś dobrego, szykowanego z myślą o domownikach czy mniej lub bardziej spodziewanych gościach.
I lubię odkrywać nowe smaki znanych warzyw. Była już biała pietruszka w miodzie, były frytki z selera, marchewkowe puree, a dzisiaj: zupa selerowa. Jedna z ulubionych.

Zupa selerowa

* duży korzeń selera
* 3-4 ziemniaki
* czosnek, cebula
* masło, sól, pieprz, imbir,majeranek
* bulion warzywny lub rosół

Na maśle podsmażam pokrojone w kostkę ziemniaki i seler, po 10 minutach dorzucam posiekana cebulę i czosnek. Wszystko razem podsmażam ok. minuty, dodaję przyprawy, zalewam bulionem i gotuję do miękkości. Jak wszystko już nieziemsko pachnie, zdejmuję zupę z pieca. blenduję, nakładam do miseczek i podaję z prażonym słonecznikiem :)



A to już konfitura, którą zrobiłam sama, po spróbowaniu czegoś podobnego u szwagra :)
Konfitura z cebuli nadaje się jako dodatek do zimnych mięs, serów, pasztetu. Robi się błyskawicznie, a smakuje świetnie!

Konfitura z czerwonej cebuli

* 1kg cebuli czerwonej
* oliwa
*300g cukru
* 1,5 szklanki czerwonego wytrawnego wina
* 4 łyżki octu balsamicznego
*tymianek, sól,pieprz, cynamon, imbir

Posiekaną cebulę zeszklić na oliwie. Dusić ok, 10 min, dodać cukier, wymieszać. Wlać wino, ocet, dodać przyprawy i dusić całość do miękkości ( ok. 45min). Odparować. Gorące nakładać do słoiczków 200ml ( 4 szt), zakręcić. Gotowe natychmiast do spożycia.




Zachęcam do spróbowania :) smacznego!
(mtk)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Piknik w listopadzie?

Weekend upłynął pod znakiem mgieł, chłodu. tęsknym wypatrywaniu tego, co może przynieść jakiekolwiek ocieplenie, w każdej płaszczyźnie życia.
Co można więc robić w sobotę, kiedy nie chce się sprzątać, gotować, czytać, zakupować....? Można namówić swoją ciężarną siostrę oraz dwójkę dzieciaków na....listopadowy piknik w parku :) Taaaak! kto powiedział, że pikniki to tylko majówka i wakacje? Otóż można spakować do torby mandarynki, rogaliki drożdżowe, termosy z ciepła herbatą i udać się do ulubionego mojego parku- do Pszczyny. Parkowanie przy plastikowej postaci żubra ma to do siebie, że dwa ciekawskie przedszkolaki zapytały "A co tam jest? możemy zobaczyć?", więc najpierw była krótka wycieczka do zagrody żubrów. A potem już park, rzucanie się liśćmi, karmienie kaczek, piknik, szukanie na drzewie wiewiórki, rozcieranie zmarzniętych dłoni ( bo mamy zapomniały rękawiczek) i szybki powrót do domu.
(mtk)






czwartek, 13 listopada 2014

Spowolnienie

Dzisiejszy dzień jest dla mnie wolnym od pracy. Miał to być z założenia bardzo leniwy i melancholijny czwartek, pełen przemyśleń, wspomnień i powrotów do przeszłości. Miał.
Zaczęło się jak planowałam- zaprowadziłam córkę do przedszkola, odbywając po drodze wielce pouczającą dyskusję o bakteriach ( "Mamo! one są wszędzie!!"). Potem drobne zakupy, ogólne rozplanowanie dnia. Czyli na razie zgodnie z planem. Przyszłam do domu, zjadłam śniadanie. Zaszyłam się w kuchni i zaczęłam czarować coś dobrego do jedzenia, wyszła zupa krem z selera oraz konfitura z czerwonej cebuli. Czyli dalej zgodnie z planem, nadal wszystko pod kontrolą, nadal mam na wszystko czas. A potem jeden telefon, przypadkowy, do mamy z pytaniem o mikser :) a u mamy siedziała siostra. No więc czemu one mają siedzieć tam, a ja tu-sama. One wpadną do mnie na kawkę :) I wpadły. Na kawę,plotki, na chleb z pomidorem, na ogołocenie szafy ze skrawków materiałów ( siostra) oraz kupionych dawno temu koszulek ( mama), na porcję śmiechu. Zamieszały w planach popołudniowych i poleciały dalej. Prawie jak jakieś czarownice :) Więc moje plany dzisiaj nie zostaną wykonane. Czy jestem zła? Absolutnie :) Lubię, jak ktoś miło namiesza mi w życiu.

No więc co? została mi chwilka dosłownie, dwie godziny. I skończy się mój urlop. Wracać do prasowania? sprzątać domek? segregować dokumenty? siąść i myśleć melancholijnie? Czytać sterty zaległych gazet?
No więc nic z tego :) jest herbata, jest książka, jest Trójka i krzesło przy kuchennym stole. To kolejna rzecz, za która lubię listopad. Pełną zapachów kuchnię, ciche mruczenia radia, potrawy których przygotowanie trwa nieco dłużej niz np w maju. I za to tegoroczne słońce :)

A to już śniadanie, punkt 9,30. Herbata z cytryną, bułka z masłem oraz dżemem brzoskwiniowym. W tym roku udał mi się wyjątkowo, czuć w nim lato :)


a jako tło- nowy obrus, materiał Ikea.
Miłego dnia!
(mtk)

środa, 5 listopada 2014

Listopadowe światło

Listopad to miesiąc, kiedy wychodzę z pracy kiedy zaczyna się już ściemniać...nawet dzisiaj kolega powiedział " O , jaki tam ładny księżyc wyszedł" :) Momenty, kiedy widzę swoje mieszkanie w pełnym świetle należą więc do rzadkości. Ale któż tak nie ma....za co jednak lubię listopad? za wiele rzeczy,ale za możliwość rozpalania w całym domu świeczek tuż po 17.00 chyba najbardziej. Blask świec dodaje niesamowitej przytulności każdemu miejscu, a już sypialni chyba najbardziej :)





do doświetlenia wykorzystałam również ikeowskie lampki solarne. Latem służyły na balkonie, teraz- dają bardzo miękkie światło w sypialni :)