poniedziałek, 30 września 2013

Tatry

Weekend był intensywny...w piątek po pracy wsiedliśmy w auta i obraliśmy kierunek na Bukowinę Tatrzańską. Mieliśmy się szkolić i integrować:) każdy wie, jak wyglądają wyjazdy integracyjne... na szczęście nasz szef, to osoba, która i się pobawi i chętnie gdzieś pójdzie. Także udało nam się złapać piękne chwile podczas kilkugodzinnej wyprawy na Gęsią Szyję. Ja- od 4 lat poza szlakiem, która przymierza się do wejścia na jakąś mała beskidzką górkę- pokonałam trudności: miękkie kolana, przyspieszony i urywany oddech, drżące uda, pragnienie i weszłam na te ponad 1400m:) i nie żałuję! Piękne widoki zrekompensowały zmęczenie, poczułam się lekka, wolna i tak naładowana energią...! przypomniało mi się, dlaczego kocham góry :) właśnie za to uczucie, kiedy się jest już tam, na szczycie :) chyba nie ma lepszego;)
A na te zdjęcia będę patrzeć i się motywować do dalszych wędrówek :))











piątek, 27 września 2013

Coś z niczego czyli rzecz o nowych zasłonach

W sypialni pojawiły się nowe-stare zasłony. Miałam ochotę na jakąś zmianę, ale za bardzo nie miała, funduszy na radykalne metamorfozy. Ze starych bawełnianych zaslon z Ikei i kupionego tam nie-wiadomo-po-co materiału w róże poprosiłam siostrę o pomoc w uszyciu czegoś nowego ( tzn ona szyła, ja tylko wspierałam duchem). W jedno popołudnie powstały więc nowe zasłony do sypialni oraz do kuchni. Dzisiaj pokazuję te pierwsze :) Jak dla mnie-rewelacja :) dziękuję siostzyczko :*





wtorek, 24 września 2013

Pszczyna

Do Pszczyny mamy niecałe 20km, więc odwiedzamy to małe miasteczko dość często. Uwielbiam przechadzać się po Parku Zamkowym jesienią, kiedy drzewa mienią się setkami barw oraz latem, kiedy jest zielono i można leniwie spacerować alejkami, mostkami, przysiąść w herbaciarni... Dodam, że w zamku pszczyńskim, w jego archiwum, przygotowywałam pracę magisterską, tym bardziej więc odczuwam sentyment do znajomych kątów :)
Tym razem we wrześniowe niedzielne przedpołudnie wybraliśmy się do zagrody z żubrami. Myślałam, że zajmie nam to parę minut, a okazało się, że sama zagroda to takie bardziej mini zoo, bardzo kameralne, przed godziną 12 tłumów nie było, zaledwie kilka rodzin z dziećmi :) Na terenie tym znajduje się budynek z eksponatami ( wnętrze domów oraz wypchane zwierzęta z okolicznych puszczy), salą multimedialną oraz zagrody z sarnami, żubrami, owcami, ale i klatki z królikami czy ptakami. Nie starczyło nam już czasu na kolejną atrakcję, czyli zobaczenie " jak mieszkają księżniczki" :) Julka chce koniecznie zobaczyć suknie i zabawki małych księżniczek, więc za niedługo znowu zawitamy w Pszczynie :)
A tymczasem parę zdjęć :)













wtorek, 17 września 2013

Owocna wizyta

Chwilowa wizyta u ciotki zaowocowała przepisem na pyszny dżem z cukinii i zapasem cukinii na tenże dżem. Ciocia ma w swoim przydomowym ogródku jeszcze sporo innych warzyw i owoców, a znając jej świetną kuchnię i oszczędność, to spiżarnię na zimę ma już nieźle zaopatrzoną :) U nas zapasy też się pojawiają, ale o naszych przetworach będzie osobny wpis :) Dostałam też wielki bukiet słoneczników i stoją one teraz w każdym pomieszczeniu przypominając, że mamy coś takiego jak złota jesień ( a nie zimna i ulewna...)






Dżem z cukinii

* 2,5 kg cukinii
* 3/4 kg cukru

cukinię zestrzeć natarce z dużymi oczkami, zasypać cukrem i zostawić na 8h. Po tym czasie przesmażyć całość ok. 1h, potem dodać:

* 1 łyżeczkę cynamonu
* 1/2 łyżeczki imbiru
* goździki- starte na drobno
* skórkę z pomarańczy
* sok z połowy cytryny
* 3 galaretki o dowolnym smaku ( ja dałam pomarańczową i cytynową)
całość smażyć jeszcze 30 min, przełożyć do słoików i zapasteryzować :)

Pachnie i smakuje obłednie :))) ciotka podała dżem jako przełożenie w pysznym murzynku, na niego przepis też muszę wyciągnąć :))




niedziela, 8 września 2013

Wakacje 2013

Urlop skończył się tydzień temu, ale to wcale nie znaczy, że już całkiem żyjemy pracą :) cały czas wspominamy tegoroczny pobyt nad morzem, oglądamy zdjęcia, rysujemy morze, statki, mewy, układamy pamiątki :) Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych, mimo kilku niewielkich wpadek, jakie zaserwowaliśmy sobie wybierając takie, a nie inne wycieczki.

Ale od początku....po ponad 10-godzinnej jeździe i szybkim zakwaterowaniu się w domku pognaliśmy nad morze, żeby dzieciaki wiedziały co je czeka :) odtąd ulubioną zabawą było rzucanie kamyczkami do morza, zabawa w piasku lub skakanie przez fale. Nie straszna nam była temperatura Baltyku w tym czasie- całe 17st C, ani temperatura powietrza ( podobno 21st C). Plażowaliśmy po kilka godzin dziennie, zaopatrzeni w termosy z kawą, herbatą, prowiant dla dzieci i dorosłych :)

Wycieczka, która mozna zaliczyć do wtopy to... Mielno. Tak, wiem- tam się nie jeździ! Ale skusiło nas Oceanarium. Miało być pięknie, dziewczyny nastawiły się na pokaz o wiele większy niż do tej pory widziały jedynie w chorzowskim zoo, ale... eh.. 30zł za wejście do czegoś wielkości garażu, gdzie reklamowane wszędzie "rekiny na żywo" to jeden 40cm przedstawiciel tego gatunku i gdzie każde akwarium wyglądało tak samo, to porażka... na szczęście dzieciaki tak nie  uważały, im się podobało :) poza tym Mielno oferowało wesołe miasteczka, więc było co robić :)))



Wpadka nr 2 to westernowe miasteczko w Zieleniewie, koło Kołobrzegu. Na miejsce trudno dojechać, a jak już dojechaliśmy okazało się, że są...dwa weesternowe miasteczka, konkurujące ze sobą... Żadne jednak nie powalało ofertą, my odwiedziliśmy niby to skopiowane i powiem szczerze, widać było na każdym miejscu takie niedopracowanie, niedociągnięcia. Oczywiście dzieciakii tak zadowolone były, bo jeździły na kucykach, karmiły króliczki i jeździły z tatusiami autkami :)


Za to po wpadce z miasteczkiem pojechaliśmy do Kołobrzegu, a tam już nie było mowy o żadnej wpadce :)
Zwiedziliśmy latarnię, płynęliśmy statkiem, zjedliśmy pyszne lody i trzeba było z żalem wracać :)


Z naszej miejscowości zrobiliśmy sobie spacer plażą do latarni w Gąskach. Jak zaszliśmy na miejsce okazało się, że akurat trwa 2godzinna przerwa techniczna...


Gdzie nocowaliśmy? W Sarbinowie :) idealne miejsce dla rodzin z dziećmi. Nasze domki-rewelacja! Znaleźliśmy też świetną retaurację- Po schodkach, gdzie za niewielkie pieniądze można było rewelacyjnie zjeść. Ja jadłam np grillowaną makrelę, chociaż do tej pory znałam jedynie jej wędzoną wersję. Pyszny jest też łosoś bałtycki :)




Było cudownie i mamy plan wrócić w to miejsce za kilka lat :))

wtorek, 3 września 2013

Zaskakujący poranek

Rano, po śniadaniu i uszykowaniu się do pracy poszłam jak zawsze do sypialni- odsłonić rolety. I co ukazało się moim oczom? Piękna tęcza :))) zaczynała i kończyła się w obrębie 50m, cała ma "moim" osiedlu :)) stałam i patrzałam jak zaczarowana ciesząc się chwilą i czerpiąc z niej energię na cały dzień. Natura jest piękna :))